Aktualności

Wołyńska ziemia oddaje harcerzom polskich bohaterów…
24 sierpnia 2014

Na Wołyniu, usianym gęsto mogiłami polskich legionistów i żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w latach 1919 – 1921 na wojnie polsko-bolszewickiej oraz podczas II wojny światowej, gościła przez kilka sierpniowych dni kilkudziesięcioosobowa delegacja województwa łódzkiego, by wziąć udział w wielu uroczystych, patriotycznych wydarzeniach, które miały wiele wątków, a ich osnową było 100-lecie Legionów Polskich.

Atmosfera - towarzysząca licznym, mniej lub bardziej oficjalnym uroczystościom - była podniosła i wzruszająca, a podczas umówionych i spontanicznych spotkań prywatnych z Ukraińcami – przyjazna i życzliwa. Pozostały dobre wspomnienia. Po latach ożywiać je będą setki fotografii i amatorskich filmów, a także słowa piosenek i pieśni…

„W szczerym polu biały krzyż…” Na bezkresnych stepach i polach, w lasach, na skrajach wsi, miast i miasteczek Wołynia, na zapomnianych polskich grobach białych krzyży pojawia się coraz więcej, między innymi dzięki mozolnej pracy i wytrwałym staraniom druhen i druhów z Chorągwi Łódzkiej ZHP im. Aleksandra Kamińskiego oraz podobnych im patriotów-pasjonatów. Od 1998 roku podczas każdych wakacji harcerze z naszego regionu obierają azymut na Kostiuchnówkę. Tu, gdzie rozgrywała się największa bitwa Legionów Polskich podczas I wojny światowej, rozbijają obóz, stanowiący dobrą bazę wypadową do pracy w terenie.

Przez kilka sierpniowych tygodni, każdego poranka, harcerze rozjeżdżają się po bliższej oraz dalszej okolicy i nierzadko do zmierzchu z wielkim pietyzmem, nie żałując sił ni serca, pielęgnują groby podkomendnych marszałka Józefa Piłsudskiego, a także mogiły żołnierzy odrodzonego u zarania II Rzeczypospolitej Wojska Polskiego. To ich harcerski hołd, składany tym, którzy 100 lat temu wyruszyli z krakowskich Oleandrów na heroiczny bój o wolną Polskę, a także tym, którzy niewiele lat później - już jako regularni żołnierze w służbie wolnej Polski - ginęli w obronie Niepodległej, ledwie powstałej ze 123-letniego niebytu.

Wołyńska ziemia ciągle oddaje harcerzom doczesne szczątki polskich bohaterów. Harcerze każdego roku odkrywają nowe miejsca pojedynczych i zbiorowych pochówków „obrońców naszych polskich granic” sprzed stu i kilkudziesięciu lat. Tak oto - jak się rzekło - mimo upływu czasu, na Wołyniu ciągle przybywa krzyży – nie tylko tych białych, o których śpiewały kiedyś „Czerwone Gitary”, ale także szarych i czarnych, betonowych, metalowych i drewnianych, przysadzistych i smukłych, zmurszałych, sczerniałych, zapadłych w ziemię i pochylonych ze starości oraz prostych jak świece i nietkniętych jeszcze przez ząb czasu...

Druhny i druhowie z Chorągwi Łódzkiej ZHP odnajdują też, a następnie wydobywają na światło dzienne porzucone byle jak i byle gdzie zapomniane – zdawałoby się - raz na zawsze nagrobne pomniki oraz bazaltowe słupy pamięci. Nierzadko są one mocno poranione kulami, wystrzelonymi seriami z automatów - nie tylko przypadkiem, w wojennym bitewnym zgiełku, ale także z premedytacją. To sprawa bolszewickich barbarzyńców, bezsilnych wobec potęgi śmierci, choć będących z nią za pan brat. Na szczęście, współcześni, dwudziestowieczni Hunowie nie dysponowali wehikułem czasu - nie mogli więc przenieść się w przeszłość tylko po to, by powtórnie oraz po wielekroć zabić naszych poległych i zmarłych rodaków...

Po drodze na odnowiony niedawno polski cmentarz wojenny, położony niedaleko nieistniejącej już dziś wsi Przebraże, zatrzymujemy się w pobliżu miejscowości Borowicze, gdzie tuż przy szosie stanął niedawno czarny żelazny krzyż, ogrodzony drewnianym, świeżo pobielonym płotem. Pozbawiona napisów tabliczka identyfikacyjna, przymocowana do krzyża, mogłaby świadczyć, że nie wiadomo jeszcze „kto pod nim śpi”. Nasz przewodnik, wieloletni komendant obozów harcerskich w Kostiuchnówce – harcmistrz Jarosław Górecki, jednak już wie, że jest to kolejna, odkryta niedawno zbiorowa mogiła, w której leżą polscy żołnierze – tym razem z 3. Pułku Korpusu Ochrony Pogranicza i 135. Rezerwowego Pułku Piechoty, którzy polegli 21 września 1939 roku w starciu z oddziałami Armii Czerwonej.

W znajdującym się w bliskim sąsiedztwie drugim zbiorowym grobie, odkrytym pod drogą, spoczywają ich towarzysze broni. Obie mogiły kryją szczątki około 150 naszych żołnierzy. Jarosław Górecki wie, jest o tym przekonany, że będą to kolejne polskie mogiły – tak jak te w Wołczecku, Polskim Lasku, Maniewiczach, Jeziornej, Koszyszczach, Kowlu i Przebrażu – których harcerze na pewno nie pozostawią bez opieki.

„Nie umarła jeszcze Ukraina ani chwała, ani wolność…” W przeddzień Święta Niepodległości Ukrainy w Maniewiczach odbyła się uroczysta akademia, na którą miejscowe władze zaprosiły również wojewodę łódzkiego Jolantę Chełmińską wraz z kilkoma towarzyszącymi jej osobami. Ze zrozumiałych względów, tegoroczne święto przebiegało w poważnej, dostojnej, patriotycznej atmosferze. Niestety, tragiczne wydarzenia, rozgrywające się na odległym o około 1000 kilometrów wschodzie Ukrainy, odciskają już swoje złowieszcze piętno na życiu codziennym mieszkańców Maniewicz, a także ludności innych miast i wsi na Wołyniu.

Pani wojewoda ujęła uczestników świątecznej akademii ciepłym przemówieniem, w którym - nawiązując do krwawego konfliktu w Donbasie, rozpętanego przez tamtejszych separatystów wspieranych przez Rosję - przekazała mieszkańcom Maniewicz wyrazy zwykłego, ludzkiego współczucia, a także zapewniła ich o swojej solidarności oraz pełnym poparciu dla dążeń narodu ukraińskiego do samodzielnego decydowania o własnym losie.

„Już rozpaliło się ognisko, dając nam dobrej wróżby znak...” Ognisko ogrzewa, ognisko przyciąga, ognisko jednoczy, ognisko jest drogowskazem – punktem odniesienia, ognisko uspokaja i wprowadza w zadumę... Wreszcie – harcerze w to mocno wierzą - ognisko promieniuje dobrą energią, bo przecież „wszystko co złe, to szuka cienia, do światła dobro garnie się”.

To przy wieczornym ognisku wyśpiewana w harcerskim kręgu obietnica: „Bratnie słowo sobie dajem, że wspomagać będziem wzajem...” nabiera szczególnej mocy i przenika specyficznym dreszczem – podobnie jak słowa modlitwy: „Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując chcemy żyć. Harcerskim prawom życia, dnia wiernymi zawsze być”...

Dawniej, kiedy uczestnicy obozów Chorągwi Łódzkiej ZHP koło Kostiuchnówki mieszkali pod namiotami, przez lata pieczołowicie pielęgnowali niełatwą do podtrzymania tradycję. Ognisko w Lasku Polskim, rzucające długie cienie na pobliskie mogiły legionistów, musiało, na przekór wszelkim przeciwnościom – podobnie jak „wieczny ogień” na grobach nieznanych żołnierzy - płonąć nieprzerwanie od pierwszego do ostatniego dnia obozowania. Bywało – tak, jak chociażby w 2009 roku - że harcerze zmuszeni byli toczyć doprawdy heroiczne boje, by ognisko samoistnie „nigdy nie zagasło”. Zawsze jednak wychodzili z nich zwycięsko.

Mimo że harcerze obozujący w Kostiuchnówce nie mieszkają już w puszczańskich warunkach pod namiotami, lecz w wyposażonym w cywilizacyjne udogodnienia Centrum Dialogu, dawne zwyczaje z Lasku Polskiego przydały się bardzo na zakończenie pierwszego dnia tegorocznego pobytu kilkudziesięcioosobowej delegacji województwa łódzkiego na Wołyniu.

Kiedy bowiem spóźnieni - po wypełnieniu bardzo napiętego i wyczerpującego popołudniowego programu zajęć - najbardziej wytrwali członkowie delegacji stawili się przy ognisku, by spotkać się z druhnami i druhami, zastali tylko strażników ognia. Pozostali obozowicze – zgodnie z codziennym obozowym rytmem - udali się już na zasłużony wypoczynek, by następnego dnia zerwać się na nogi skoro świt i wyjechać do pracy w Kowlu przy porządkowaniu tamtejszego cmentarza Na Górce - kilkadziesiąt godzin przed jego uroczystym, oficjalnym otwarciem...

Po sprawnym, niedostrzegalnym dla mniej wprawnego oka, przekazaniu obowiązków przez strażników ognia „obu zainteresowanych stron”, przy roznieconym przez harcerzy ognisku zasiedli ich goście. Po pierwszym, bardzo intensywnym, bogatym w wydarzenia dniu pobytu na Wołyniu mieli o czym opowiadać. Zwłaszcza ci, którzy przyjechali na te ziemie po raz pierwszy...

„Śpij, kolego, w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni tobie!” Sobotnia uroczystość z okazji 100-lecia Legionów Polskich, która odbyła się w Lasku Polskim koło Kostiuchnówki, każdemu, kto miał szczęście w niej uczestniczyć, zapewne na zawsze pozostanie w pamięci. W tym akurat wypadku sucha, oficjalna, pomocna raczej przy pisaniu notatek służbowych fraza „odbyła się” nie oddaje zresztą w pełni istoty rzeczy. Dwa jakże banalne i oklepane słowa „odbyła się” nie odzwierciedlają przecież intensywnych przeżyć - niezwykłego nastroju zbiorowego skupienia i wyczekiwania na coś wielkiego, a także indywidualnych, na swój sposób przeżywanych wzruszeń. Nie oddają też podniosłej atmosfery – mieszaniny sentymentalnego porywu i wzniosłego patosu, ulatujących ku przeszłości oraz racjonalizmu, nakazującego „tu i teraz” twardo stąpać po ziemi.

A oto niezwykła sceneria uroczystości – leśna polana, oddzielona jedynie niskim, bazaltowym ogrodzeniem od grobów legionistów na odnowionym przez harcerzy Polskim Cmentarzu Wojennym. Świeżo pobielone krzyże, skąpane w promieniach sierpniowego słońca z bezchmurnego nieba i przystrojone biało-czerwonymi wstążkami. Pośrodku cmentarza - na wprost wejścia - drewniany krzyż, ustawiony przez mieszkańców Kostiuchnówki jeszcze w 1992 roku – zaraz po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości.

Wzdłuż legionowej leśnej nekropolii dwa rzędy prostych drewnianych ławek - nie tylko dla honorowych gości z Polski, wysokiej rangi przedstawicielek Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku: konsula generalnego Beaty Brzywczy i towarzyszącej jej wicekonsul Doroty Dmuchowskiej z Wydziału Współpracy z Polakami na Ukrainie, Prawnego i Opieki Konsularnej i reprezentantów lokalnych władz, ale także dla zwykłych, licznie przybyłych Wołyniaków – Ukraińców, w tym kilku bohaterów z Majdanu oraz miejscowych Polaków.

Na wprost zaimprowizowanej „widowni pod gołym niebem” stoi polowy ołtarz. Na nim niezwykły krzyż, wykonany z odłamków pocisków, znalezionych w pobliskim lesie, a w tle pamiątkowy głaz – pomnik nieznanego legionisty z 4. Pułku Piechoty. Kilkadziesiąt metrów stąd stoi jeden z bazaltowych słupów pamięci – trwałe świadectwo pobytu Józefa Piłsudskiego wśród jego podkomendnych, a – używając bardziej adekwatnych słów - towarzyszy broni, z którymi dzielił żołnierski los. Trochę dalej - Bracka Mogiła, w której spoczywa 42 nieznanych legionistów.

Historia sprzed prawie stu lat jest w Lasku Polskim dosłownie na wyciągnięcie ręki – właściwie to przychodzi sama i upomina nas, byśmy pamiętali o dawnych bohaterach... Kiedy uczestniczy się w tak niezwykłym wydarzeniu, jak uroczystość dla uczczenia 100-lecia Legionów Polskich w miejscu ich chwały, można odnieść nieodparte wrażenie odrealnienia naszej codziennej, szarej rzeczywistości. Oto racjonalizm – niemal jak w „Weselu” Wyspiańskiego - miesza się z metafizyką. Wszyscy bez wyjątku uczestnicy uroczystości w Lasku Polskim zapewne bez trudu dostrzegli wokół siebie liczne, dotykalne świadectwa bitwy pod Kostiuchnówką. Zaryzykuję wszak stwierdzenie, że byli i tacy, którzy mieli ponadto dojmujące poczucie obcowania z duchami poległych nieopodal legionistów...

Jak się jednak zdaje, zgromadzeni na legionowych uroczystościach jubileuszowych mieli przede wszystkim - in gremio - wielką satysfakcję z obecności w Lasku Polskim i Kostiuchnówce nie tyle legionowych duchów, co – bodaj po raz pierwszy od czasów II Rzeczypospolitej – polskich żołnierzy z krwi i kości, w nienagannych paradnych mundurach i z orzełkami w koronie na rogatywkach. Choć w niepełnym składzie i bez broni palnej, członkowie pododdziału reprezentacyjnego Wojska Polskiego – ze sztandarem i jego asystą, złożoną z podoficera i dwóch oficerów z obnażonymi szablami i w wyglansowanych butach do kolan, nazywanych niegdyś „szklankami”, a także z wartą honorową, werblistą i trębaczem – robili na zebranych wielkie wrażenie.

Już samą swoją obecnością, żeby nie wspomnieć o godnej postawie i wzorowym wypełnieniu stosownego do wydarzenia ceremoniału, żołnierze pododdziału reprezentacyjnego WP podnieśli rangę uroczystości. Perfekcyjna musztra, wysokiej próby wojskowy savoir-vivre, przykładne zdyscyplinowanie, znakomita prezencja – słowem, żołnierski profesjonalizm w każdym calu – to wszystko rozpierało dumą zgromadzonych na legionowym jubileuszu Polaków i – jak się wydaje – budziło też szacunek i uznanie u Ukraińców.

Bardzo efektownie, w galowych – jak na paradzie – strojach, pokazali się również umundurowani członkowie delegacji województwa łódzkiego – wysocy rangą wojskowi, policjanci, strażacy, przedstawiciele straży granicznej, służby celnej i leśnicy. Także cywilni członkowie delegacji naszego regionu prezentowali się elegancko – stosownie do okazji. Jak zwykle, dobre wrażenie pozostawili po sobie harcerze, którzy wystąpili ze sztandarem Chorągwi Łódzkiej ZHP.

Uroczystość, będąca hołdem dla legionistów, płynącym z serc i umysłów wszystkich zgromadzonych, przebiegała sprawnie - jak na doniosłość takiego wydarzenia przystało. Najpierw odprawiona została msza święta, którą koncelebrowali: wikariusz generalny diecezji łuckiej - ksiądz Jan Buras i proboszcz parafii w Maniewiczach – ksiądz Andrzej Kwiczala. Po zakończeniu liturgii poświęcone zostały odnowione mogiły legionistów w Lasku Polskim.

Ponadto modlitewnym wspomnieniem objęci zostali zmarli niedawno bardzo zasłużeni dla Centrum Dialogu Kostiuchnówka: Władysław Barański – nauczyciel ze Zgierza, członek Armii Krajowej i „Solidarności”, inicjator trwającej już od 16 lat harcerskiej misji na Wołyniu, Anatol Sulik - listonosz z Kowla, legendarny duch Polesia, prawdziwa skarbnica wiedzy o polskich cmentarzach i pojedynczych mogiłach na Wołyniu oraz Zdzisław Jurewicz – dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 20 w Łodzi – szkoły, w której organizowane są ogólnopolskie konkursy o tematyce legionowej.

Oficjalną część kostiuchnowskich obchodów 100-lecia Legionów Polskich wypełniły między innymi: hymny narodowe Polski i Ukrainy, podniesienie - z należnym ceremoniałem - obu flag państwowych oraz okolicznościowe mowy: wojewody łódzkiego Jolanty Chełmińskiej, konsula generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku - Beaty Brzywczy (tekst zamieszczamy poniżej). Głos zabrał również dyrektor szkoły w Kostiuchnówce – Wasyl Dawydiuk. Pani wojewoda zakończyła swoje przemówienie zawołaniem: - Niech żyje Polska! Chwała wolnej, niepodległej Ukrainie! Słowa te spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem polsko-ukraińskiego audytorium.

Kulminacyjnym punktem uroczystości w Lasku Polskim było złożenie wieńców, wiązanek kwiatów i zniczy pod krzyżem na Polskim Cmentarzu Wojennym przez delegacje oficjalne i osoby prywatne. Trębacz z pododdziału reprezentacyjnego Wojska Polskiego odegrał poległym legionistom zawsze poruszający słuchaczy sygnał „Śpij kolego!”...

„W blasku iskier jawi się historia...” Tego samego dnia, późnym wieczorem, odbyło się rzadko dziś spotykane klasyczne harcerskie ognisko tematyczne, upamiętniające okrągłą legionową rocznicę. W odzewie na hasło ogniska: „Panteon Niepodległości”, harcerze przygotowali bogaty zestaw piosenek i pieśni patriotycznych - z wielką starannością o ich dobór, należytą interpretację i poziom wykonania. Stanowiły one przemyślane uzupełnienie kolejnych części gawędy zastępcy komendanta obozu harcerskiego w Kostiuchnówce – przewodnika Marcina Szmai (w cywilu dyrektor Biura Wojewody), który już po raz 6. pełni instruktorską służbę na Wołyniu.

Druh komendant w sposób zajmujący opowiadał o przeszłych, znanych i mniej znanych bohaterach walk o niepodległą Rzeczpospolitą. O tych, którzy w czasach najwyższej próby zdali swój najważniejszy egzamin i zasłużyli na miejsce w Polskim Panteonie, bez wahania rzucając dla Ojczyzny „na stos swój życia los”. W tym zaszczytnym gronie znaleźli się także nastoletni rówieśnicy współczesnych harcerzy – choćby tych, którzy od lat z dużym oddaniem i z potrzeby serca pełnią patriotyczną służbę na Wołyniu, dowodząc swoją postawą, że pierwszych słów hymnu harcerskiego „Wszystko co nasze Polsce oddamy” nie rzucają na wiatr...

Ci najlepsi z najlepszych nagradzani są honorową odznaką Centrum Dialogu Kostiuchnówka „Za wierną służbę”, wzorowaną na legionowej Odznace Pierwszej Brygady „Za wierną służbę”, ustanowionej 6 sierpnia 1916 roku przez komendanta Józefa Piłsudskiego. Niełatwo ją dostać, zważywszy że najpierw trzeba się wykazać przynajmniej 5-letnią, nienaganną i nieprzerwaną służbą przy porządkowaniu polskich grobów na Wołyniu podczas wakacji. W tym roku tą prestiżową odznaką uhonorowani zostali druhowie: Adrian Olejarz, Kamil Olejarz i ich starszy kolega Bogdan Dawid (5 lat służby na Wołyniu). Złotą lilijką do odznaki honorowej Centrum Dialogu Kostiuchnówka „Za wierną służbę” wyróżnieni zostali natomiast: podharmistrz Paweł Bezak i przewodnik Magdalena Targowska (10 lat służby na Wołyniu).

Jak co roku, harcerze podziękowali też serdecznie swoim licznym, wpróbowanym sojusznikom, wspierającym różnorakie przedsięwzięcia druhen i druhów na Wołyniu, po czym - po zakończeniu jubileuszowego ogniska - wszyscy udali się na Polski Cmentarz Wojenny w Lasku Polskim, by tam – w niezwykłej nocnej scenerii - zapalić znicze na mogiłach legionistów i zaciągnąć przy nich symboliczne warty honorowe.

„W zimnym grobie leży, z dala od rodziny…” Jak najszybsze zakończenie prac renowacyjnych na cmentarzu Na Górce w Kowlu było w ostatnich latach głównym, choć przecież nie jedynym celem służby harcerzy z Chorągwi Łódzkiej ZHP przy porządkowaniu grobów na Wołyniu. - Jest to sprawa naszej ambicji i honoru – powtarzał nie raz i nie dwa harcmistrz Jarosław Górecki.

Wreszcie udało się i w przedostatnią niedzielę sierpnia, w strugach ulewnego deszczu, można było – przy udziale wielu znamienitych gości z Polski, kilkudziesięcioosobowej delegacji województwa łódzkiego, licznej reprezentacji mieszkańców Wołynia oraz pododdziału reprezentacyjnego Wojska Polskiego - dokonać uroczystego otwarcia cmentarza, na którym spoczywają doczesne szczątki legionistów i polskich żołnierzy, poległych w wojnie polsko-bolszewickiej w latach 1919 -1921. Z zaproszenia na uroczystość skorzystali między innymi: sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - Andrzej Krzysztof Kunert i reprezentująca Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku - wicekonsul Elżbieta Zielińska.

Udział w tej podniosłej uroczystości wymagał od niektórych jej uczestników niemałych wyrzeczeń i samozaparcia – żeby dostać się na miejsce wydarzenia, musieli oni wpierw borykać się z błotną kąpielą. Pokonanie kilkusetmetrowej drogi gruntowej prowadzącej na cmentarz Na Górce było bowiem dla autobusów przeszkodą nie do przebycia - dalej trzeba było iść pieszo, albo skorzystać z samochodów mniejszych, ale większej mocy, najlepiej terenowych.

Warto o tym wspomnieć, by uświadomić sobie skalę pionierskiego wysiłku harcerzy, którzy przystępując przed laty do renowacji cmentarza Na Górce, tę samą drogę pokonywali wielokrotnie pieszo, obarczeni 60-kilogramowymi betonowymi krzyżami, obramowaniami grobów i narzędziami niezbędnymi do pracy. Wcześniej wydobywany był tu na dużą skalę piach, więc w pierwszym rzędzie trzeba było umocnić osuwające się urwiste zbocze tysiącami metrów sześciennych ziemi. Udało się – grunt się ustabilizował, a podkopywany i rozkradany cmentarz Na Górce przestał – co bywało wcześniej - odsłaniać czaszki i piszczele poległych legionistów...

Wyrazy wdzięczności i dużego uznania harcerzom Chorągwi Łódzkiej ZHP za ich opiekę nad polskimi cmentarzami i pojedynczymi grobami na Ukrainie złożył sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - Andrzej Krzysztof Kunert. Wygłosił on interesujące przemówienie, którego treść sam sprowadził do trzech słów: „Miłość wymaga ofiary”. Mówił między innymi o udziale legionistów i żołnierzy odrodzonego Wojska Polskiego w odzyskaniu, a następnie ugruntowaniu przez Rzeczpospolitą niepodległości - o ich militarnych przewagach, ale także o ich wielkim morale, gorącym patriotyzmie.

Andrzej Krzysztof Kunert nie krył też dużej satysfakcji, że właśnie w takim miejscu – cmentarzu Na Górce - może wręczyć młodym ludziom w harcerskich mundurach prestiżowe odznaczenia za ich wieloletnie zasługi w utrwalaniu pamięci o miejscach ważnych dla dziejów naszego narodu. Z rąk sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Medale Srebrne Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej odebrały druhny Martyna Jóżwik i Joanna Walczewska oraz druhowie Przemysław Feręc i Arkadiusz Woźniewicz.

Na zakończenie uroczystości delegacje oficjalne, a także zwykli mieszkańcy Kowla i okolic złożyli pod cmentarnym krzyżem wieńce i wiązanki kwiatów oraz zapalili znicze na grobach legionistów i żołnierzy poległych w wojnie polsko-bolszewickiej.

„Pamięta ich wołyński wiatr” Cmentarz w Ostrówkach – ostatni etap naszej podróży. Miejsce spoczynku żołnierzy poległych w 1920 roku w wojnie polsko-bolszewickiej oraz mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, zamordowanych przez bandy ukraińskich nacjonalistów. Jak głosi napis na okazałym pomniku-krzyżu, ufundowanym w 2011 roku przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej i rodziny zamordowanych, wszyscy zginęli 30 sierpnia 1943 roku. W 2012 roku z pomnika zerwany został polski orzeł. Smutne świadectwa niedobrych chwil ze wspólnej przeszłości i teraźniejszości Polaków i Ukraińców… Na cmentarzu w Ostrówkach wszystko odbywa się w milczeniu – w pojedynkę lub niewielkich grupach. Składanie wieńców, kwiatów, zniczy i modlitwa za wielu, którzy jednego dnia stracili życie...
 

***


A oto zgrana, wielopokoleniowa drużyna reprezentująca nasz region na Wołyniu. Nastoletnie druhny i druhowie oraz ich trochę starsi koledzy - instruktorzy harcerscy, a wśród nich komendantka Chorągwi Łódzkiej ZHP - harcmistrz Ewa Grabarczyk. Sędziwy, prawie zawsze uśmiechnięty, elegancki i pełen dobrych manier syn legionisty, żołnierza Pierwszej Kompanii Kadrowej – pan Adam Przepałkowski. Tryskająca pozytywną energią, zarażająca innych życiowym optymizmem i zawsze skora do pomocy potrzebującym pani Katarzyna Lange z Rodziny Katyńskiej. Pełni sił witalnych reprezentanci wieku średniego – cywile i mundurowi, urzędnicy państwowi i samorządowi, a wśród nich zastępca głównego inspektora nadzoru budowlanego – dr inż. Jacek Szer. Nauczyciele i dyrektorzy szkół z łódzkim kuratorem oświaty Janem Kamińskim oraz naukowcy specjalizujący się w dziejach ojczystych: prof. dr. Marek Dutkiewicz z piotrkowskiej filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach i dr Tadeusz Bogalecki. Wysocy rangą oficerowie wojska, policji i straży pożarnej, a w tym gronie: szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Łodzi – pułkownik Wojciech Filkowski, I zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi – młodszy inspektor Tomasz Michułka i łódzki wojewódzki komendant Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi – nadbrygadier Andrzej Witkowski. Prominentni delegaci leśników – dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Łodzi – Edward Janusz i służby celnej – dyrektor Izby Celnej w Łodzi, podinspektor Dorota Kędzierska. Wszyscy oni, a także pozostali członkowie delegacji naszego regionu - bez szemrania - oddali się na 3 dni pod kobiecą komendę wojewody łódzkiego Jolanty Chełmińskiej i towarzyszącej jej wicemarszałek województwa łódzkiego - Doroty Ryl.

Fot.:

  • Łódzki Urząd Wojewódzki w Łodzi (zdjęcia nr 1-26, 30-102 i 106-166),
  • Reporterski Portal Fotograficzny www.okiembociana.pl / Paweł Dobrowolski (zdjęcia nr 27-29),
  • Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi (zdjęcia nr 103-105).
Pliki do pobrania:
  • FluMania
  • Prezydent (dolny baner)
  • Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
  • Program rządowy „Razem Bezpieczniej”
  • Wspólne Osiedla w ramach Programu "Razem Bezpieczniej"
  • Elektroniczna platforma
  • Staże i praktyki
  • Łódzkie w Brukseli
  • GMO
  • Racjonalna gospodarka nawozami
  • Przedsięwzięcia dofinansowane